Dodano: 26-09-2008, 15:38
|
|
Kilka tygodni temu opisywałem wyprawę na F1 na Hungaroringu, tym razem padło na wyjazd na kolejny „ring” , tylko ten znajdujący się w miejscowości Nürburg w niemieckich górach Eifel. Jednym słowem wyprawa do „Mekki” wszystkich petrolheadów, a na dodatek celem wyjazdu na Ring miały być testy Nissana GT-R czyli auta, które stało się kultowe nim na dobre ruszyła sprzedaż.
W poniedziałek 22 września, reprezentacja 4turbo.pl w osobie Kuby (Azraela) i mnie wyruszyła z Katowic w 1000 podróż na Ring. Wieczorem, po 9 godzinach jazdy dotarliśmy na miejsce. Po drodze do hotelu minęlismy bramę wjazdową na Pętlę Północną czyli Nordschleife, a przed bramą jakieś 15 sztuk niebieskich Focusów RS i sporo innych sportowych samochodów. Dało się wyczuć szczególną atmosferę tego miejsca :)
Kawałek dalej, w szczerym polu stało kilka ...Nissanów GT-R – piękny widok.
Widać, że całe miasteczko Nürburg żyje torem wyścigowym. W hotelu i restauracji gdzie jedliśmy kolację było mnóstwo pamiątek związanych z wyścigami : zdjęcia bolidów, kierowców, autografy, slicki jako elementy dekoracyjne - to wszystko buduje wspaniały klimat.
Cała impreza Nissana miała się rozpocząć we wtorek rano – a więc do rzeczy.
Rano za oknami zastaliśmy mgłę gęstą jak śmietana i mokrą nawierzchnie – to zapowiadało spore emocje na torze. Po szybkim śniadaniu ruszyliśmy na spotkanie z GT-R.
Baza eventu zlokalizowana była na tyłach boksów toru Grand Prix. Zaparkowaliśmy naszą Turbo-Skodę na parkingu ( który chwilę później wypełnił się autami pokroju Maserati/Mercedes AMG) i poszliśmy się zarejestrować w bazie imprezy. Od pierwszej chwili poziom organizacji robił duże wrażenie. Miłe panie na dzień dobry wręczyły Kubie kask z logo GT-R (każdy kierowca biorący udział w imprezie otrzymał taki kask), poproszono nas o wypełnienie odpowiednich formularzy i zaproszono do salonu w którym można było napić się kawki tudzież innej coli.
Ja miałem uczestniczyć w imprezie jako gość Kuby (dostałem stosowny identyfikator). Kask, który otrzymał Kuba sugerował, że czeka go sporo upalania, jak się później okazało – byliśmy w błędzie.
Chwilę po 8 rano, po krótkiej odprawie (przeprowadzonej po niemiecku) uczestnicy imprezy zostali podzieleni na 4 grupy. Nasza grupa nosiła nazwę Vibrant. Przedstawiono nam osoby opiekujące się grupą i zapakowano nas do vana którym pojechaliśmy na miejsce pierwszych „konkurencji” czyli w wypadku naszej grupy do ośrodka szkoleniowego z płytą poślizgową i szarpakiem, skipadem do „driftingu” i placem z próbą ustawioną z pachołków. Przy ośrodku stał budynek w, którym w centralnym miejscu ustawiono GT-R'a, oraz Playstation z włączonym Gran Tourismo 5.
Jak się okazało Nissany GT-R miały być użyte tylko do prób na płycie poślizgowej. Na skipadzie i „mini-KJS” używano Nissanów 350Z. I tak Kuba w pierwszej kolejności załapał się na płytę z szarpakiem gdzie uczestnicy mieli za zadanie wyprowadzić auto z poślizgu przy małej prędkości (bodajże 45 km/h). Ja w tym czasie ruszyłem na foto-łowy. Po 10-15 minutach samochody zjechały z powrotem na parking. Odpowiedzi Kuby na pytanie „I jak ?” nie były zbyt entuzjastyczne. No cóż, w końcu próba na płycie to żaden cymes, może później będzie lepiej.
Po krótkiej przerwie Kuba poszedł na test „driftingu”, a mnie pani z obsługi zaprosiła na „Hot-lap” czyli przejażdżkę z kierowcą w 350Z po torze GP. Niestety nie mogłem zlokalizować kasku Kuby, który był konieczny, więc pani obiecała, że zaliczę „Hot-lap” za jakąś chwilę. Okazało się, że jednak była to obietnica bez pokrycia :/ Po „driftingu” przyszła pora na przejazd próby z pachołków, jednak jak mówił Kuba, poszaleć się nie dało bo 350Z musiało mieć włączone ESP.
Po tych atrakcjach pojechaliśmy z powrotem do bazy imprezy, gdzie czekały już GT-R'y w których kierowcy mieli spędzić drugą część eventu, czyli przejażdżkę po okolicznych drogach. Gości, czyli również mnie zaproszono do...Pathfindera, którym mieliśmy jechać za kolumną złożoną z pięciu GT-R'ów i dwóch 350Z (w, których siedziały osoby z obsługi pilnujące by tempo przejazdu nie było zbyt szybkie ;-) Trudno uznać Pathfindera za jakąś atrakcję, ale rewelacyjne drogi położone w tej malowniczej okolicy stanowiły atrakcję samą w sobie. Dodatkowo widok kolumny złożonej z GT-R'ów też cieszył oko.
Po „zwiedzaniu” okolicy na kierowców czekała chyba najprzyjemniejsza część imprezy, czyli jazda GT-R po torze GP. W tej części o gości nie zadbano już w ogóle, właściwie pozostało mi jedynie obserwować przez siatkę jak jeżdżą kierowcy z naszej grupy.
Po kilku kółkach uczestnicy zjechali na parking i właściwie impreza jako taka się zakończyła. Zaproszono nas jeszcze na lunch (jedzenie dobre, ale kawioru nie było ;-) ) po którym odbyło się małe rozdanie nagród dla kierowców najlepiej spisujących się na torze. Nagrodami były...breloczki. No comments ;-) Pogadaliśmy jeszcze chwilę z ludzmi z naszej grupy i przed 14 wyjechaliśmy z terenu toru po drodze zatrzymując się jeszcze przy sklepie z pamiątkami. Mieliśmy jeszcze w planie przejechać turbo-Skodą turystycznie jedno okrążenie Pętli Północnej, ale niestety tor był zamknięty do 17:30 z powodu szkolenia ... AMG Race Academy. No cóż – innym razem.
Przemyślenia i wnioski po imprezie :
− sama otoczka organizacyjna imprezy była moim zdaniem na niewspółmiernie wysokim poziomie w stosunku do samej esencji spotkania czyli jazdy GT-R'em. Więcej jazdy jest chociażby na I stopniu SJS
− praktycznie brak jakichkolwiek atrakcji dla osób w charakterze gości. Byłoby to dla mnie zrozumiałe wtedy, kiedy goście braliby udział w imprezie za darmo. Tak jednak nie było. Opłata 106 € za osobę towarzyszącą sugerowała, że będą przewidziane chociaż jakieś co-drive'y. Ja zaliczyłem jedynie codrive...Pathfinderem ;-)
− szkoda, że uczestnikom imprezy nie pokazano Pętli Północnej, zwłaszcza, że Nissan wykorzystuje fakt pobicia przez GT-R rekordu na Nordschleife w materiałach promocyjnych. Oczywiście wypuszczenie kierowców w GT-R sam na sam z „Zielonym Piekłem” byłoby lekkomyślne, ale wykonanie chociaż jednego kółka w stylu przejeżdżki po okolicy okazałoby się moim zdaniem strzałem w przysłowiową „dziesiątkę”
− mimo tych wszystkich niedociągnięć ja osobiście jestem zadowolony z uczestnictwa w tym evencie i w ogóle z wyjazdu, pewnie po części dlatego, że dla mnie sam fakt bycia na Ringu jest atrakcyjny. Chyba najbardziej żałuję, że nie zostałem przewieziony GT-R'em. Ale dzięki temu mam po co wrócić na Ring ;-)
Z tego miejsca pragnę gorąco podziękować Kubie i Tomkowi za umożliwienie mi wyjazdu na Ring – dzięki Wam kolejna pozycja na mojej liście moto-marzeń została odznaczona :) Dzięki !
Michał/WRC fan