Chętnych do udziału w tej przejażdżce nie zabrakło, przez co do późnych godzin popołudniowych można było podziwiać umiejętności ambitnych kierowców.
Organizacyjnie jednak impreza nie była zbyt dobrze dopracowana, brakowało jakichkolwiek informacji na temat kto startuje, jakim samochodem i z jakim numerem. Widz po prostu oglądał przejazdy, nie wiedząc nawet, w którym momencie kończy się jedna klasa a zaczyna kolejna…Zdecydowanie rajdy zorganizowane były tylko i wyłącznie dla samych zawodników. Organizator po prostu nie przewidział takiej możliwości, że ktoś będzie chciał zobaczyć wyczyny kierowców na torze…
Zaplanowane zostały trzy przejazdy na tym samym odcinku, odbywały się one od południa aż do zachodu słońca zgodnie z podziałem na cztery klasy: 1 klasa obejmowała samochody z silnikiem o pojemności do 1100cm3, 2 klasa: pojazdy z silnikiem od 1101cm3 do 1400cm3, 3 klasa – od 1401cm3 – 2000cm3, 4 klasa – pojemność powyżej 2001cm3 i z turbo.
W pierwszej klasie startowały głównie fiaty 126p – pokaźna ilość tych małych „gokartów” i odgłosy zmodyfikowanych wydechów, które do najbardziej subtelnych z pewnością nie należały, powodowały, że nawet sędziowie zatykali sobie uszy, a dla widzów przejazdy tych samochodów były jednymi z najchętniej oglądanych. Maluchy sprytnie radziły sobie z ostrymi zakrętami, których na torze było naprawdę sporo i zadziwiająco szybko przyspieszały na prostych odcinkach. Liderem w tej klasie został Dawid Drozdek, który uzyskał łączny czas przejazdów 488,65s.
W klasie drugiej dominowały sportowe wersje Fiatów Cinquecento.
Tutaj pierwsze miejsce zdobył Martin Mosur, który trzy odcinki pokonał idealnie w ciągu 478,45 bez doliczania żadnych dodatkowych minut za dotknięcie przeszkody.
Trzecia klasa była najbardziej zróżnicowana – tutaj mogliśmy poobserwować, jak radzą sobie na torze kierowcy Peugeota 306, Opla Astry, BMW, Renault Clio, Citroena Saxo, Hondy Civic, Forda Sierra i paru innych samochodów.
Liderem tej klasy został Jarosław Szeja uzyskując swym Peugeotem 206 łączny czas idealnych przejazdów 453,71s.
W czwartej klasie – najbardziej obleganej przez Subaru Imprezy i Lancery Evo I miejsce zdobył Witold Biłek, którego czas pokonania wyznaczonych odcinków wynosił 420,82s. Na drugim miejscu znalazł się Maciej Tokarz (430,85s), a na trzecim Grzegorz Dul (432,56s).
Nie wykorzystano niestety wszystkich możliwości toru, przez co trasa była mało urozmaicona. Nie przeszkodziło to jednak w tym, by jeden samochód uległ całkowitemu zniszczeniu. Kierowca szybkiego czerwonego Lancera Evo – Krzysztof Karkoszka podczas drugiego przejazdu trasy zakończył swój rajd pechowo wjeżdżając bokiem w drzewo. Krzysztofowi i jego pilotowi na szczęście nic się nie stało, samochód natomiast nadaje się do całkowitej kasacji. Na widok rozbitego Lancera – niektórym ludziom kręciła się łezka w oku. O jedno Evo w Polsce mniej…
|
Pod koniec zawodów w klimatycznym garażu na urokliwych niebieskich drzwiach pojawiły się wyniki Mikołajkowego Sprintu, które po 10 minutach nie wiadomo dlaczego stamtąd zniknęły. Rozdano zwycięzcom puchary - najpierw zaległe, potem – te z niedzielnej imprezy. W klasyfikacji generalnej trzecie miejsce przyznano Grzegorzowi Dul (Evo VIII), drugie miejsce Maciejowi Tokarz (Evo IX), liderem i zdobywcą Pucharu Sprintu Mikołajkowego w Tychach został oczywiście Witold Biłek wraz ze swoim pilotem – Katarzyną Biłek, którzy wykręcili najlepszy czas Lancerem Evo IX.
Motto Mikołajkowego Sprintu - "Zawody sportów samochodowych uczą pokory za kierownicą" zdecydowanie na tej imprezie niestety się sprawdziło. Na myśl w tym momencie aż nasuwa się pytanie: Czy w momencie rywalizacji i poczucia konieczności pokazania, że jest się najszybszym pozostaje jeszcze miejsce na jakąkolwiek pokorę?
Anna Grzesik