Dodano: 15-12-2008, 17:02
|
|
Wszystko za sprawą Roberta Herby, wielokrotnego rajdowego mistrza Polski grupy N, który wraz ze swoim kolegą – Krzysztofem Terej – organizują imprezy rajdowe dla ambitnych kierowców. Ludzi, którzy marzą o tym, by mimo wysokich umiejętności, wciąż doskonalić swoją technikę jazdy, opanowanie samochodu w każdej sytuacji, podnieść swój czas pokonywania trasy przejazdu.
W niedzielę, 14 grudnia miałam okazję znaleźć się na jednej z tego typu imprez. Pogoda zawodnikom dopisała, nie padał deszcz ani śnieg, więc tor miejscami asfaltowy, a miejscami złożony z płyt betonowych był suchy. Jedynie temperatura poniżej zera powodowała, że każdy próbował się schronić w jakimś cieplejszym kącie. W ten właśnie sposób wylądowałam na siedzeniu pasażera w dostawczym Mercedesie Roberta Herby i jeżdżąc z Nim przez całą imprezę po torze mogłam z każdej perspektywy obserwować jak zachowują się w ekstremalnych warunkach m.in.: Subaru Imprezy STI, Lancery Evo V i IX, BMW E30, Renault Clio Sport, Shelby GT500, Chevrolet Corvette (pojemność skokowa silnika w tej czarnej bestii wynosi 7,0 litrów i generuje moc ponad 600KM!), Toyota Supra o mocy również 600KM, bardzo szybka Lancia Delta HF Integralne Evo 16V, VW Passat 2.0 TDI, Honda Integra Type R.
Przejazdów było wiele i samochody pokonywały takie trasy, że kilka z nich z lotniska już nie wyjechało o własnych siłach... Na pierwszy rzut poszła niestety Nasza Subaru Impreza 4turbo.pl, której kierowca – Janek Kornecki nie zdążył zrobić ani jednego okrążenia z powodu awarii półośki. Lancia Delta o mały włos się nie spaliła poprzez uszkodzenie filtra oleju, na szczęście szybka reakcja załogi nie dopuściła do takiego biegu akcji. W zasadzie każdy samochód (poza Mercedesem Roberta rzecz jasna), opuszczał tor ze slickami i pustym bakiem. Kierowcy modlili się w duchu, by Statoil, który znajdował się w promieniu trzech kilometrów od lotniska był czynny. Już sam ten fakt świadczy o tym, jak dobrze wszyscy się bawili. Nie liczyły się koszty, nie liczyły się „zmielone” pachołki, które raz na jakiś czas trzeba było wyciągać spod zderzaków, nie liczyły się zdarte bieżniki opon, ani tym bardziej paliwo. Nawet podczas posiłku znaleźli się tacy zapaleńcy, którzy po paru łykach ciepłej herbaty wsiadali z powrotem za kółko i korzystali z chwilowo wolnego toru! Mimo, iż podczas przejazdów odbywał się pomiar czasowy, większość zawodników jeździła mając w głowie ideę dobrej zabawy, jeżdżenia w ciągłych poślizgach (tutaj liderem jest Bartosz Stolarski – Mistrz Polski w Drifcie 2007, na którego popisy Chevroletem Corvette można było patrzeć godzinami…). Właściciel bardzo szybkiego niebieskiego ponad czterystukonnego Evo – Abdul w próbie czasowej wypadł najlepiej i tym samym zajął pierwsze miejsce.
Robert Herba – jako doświadczony kierowca rajdowy udzielał wskazówek i praktycznych rad kierowcom, którzy od razu wprowadzali je w życie.
Miejsca na lotnisku było naprawdę wiele i pozwoliło to na rozwijanie dużych prędkości oraz sprawdzanie reakcji samochodów podczas gwałtownych manewrów.
Kierowcy bogaci w większe doświadczenie i bardziej ubodzy o komplety opon opuścili tor z uśmiechami na twarzach, a samochody mocno wyeksploatowane odpoczywają teraz w ciepłych garażach i tylko subtelne pomruki silnika dają znak, że czekają na kolejne wyzwania… W końcu do tego zostały stworzone!
Galeria z imprezy dostępna jest TUTAJ.
Anna Grzesik