Dodano: 20-03-2008, 16:05
Jazda pośniegu nie musi być problemem stresem. Może być przyjemnością - świadomym treningiem.
Wielu kierowców czeka cały rok, żeby przez kilkanaście dni pojeździć po śniegu. W trudnych warunkach zimy trzeba jeździć lepiej niż w lecie - dokładniej, staranniej.
|
|
Precyzja i spokój powinny być nieodłącznym towarzyszem podróży.
Zanim przejdziemy do szczegółów, przypomnijmy, że łatwe warunki w zimie usypiają uwagę. Tymczasem trudne pojawiają się w ciągu chwili. Można jechać 300 km jak w lecie, a na odcinku 300 metrów nie zauważyć "lodowej pułapki" i niefortunnie zakończyć wyjazd.
Na zimowej drodze trzeba stale wyczuwać, po czym się jedzie, sprawdzać przyczepność, nie ufać, że na dłużej pozostanie bez zmian. Trzeba szukać mniej śliskiej części drogi, wytartej do czarnego, zapiaszczonej, posypanej żużlem. Znać i wybierać te pasma, które są mniej śliskie.
Najważniejsza zasada jazdy zimowej brzmi: na śliskiej nawierzchni wszystkie ruchy kierownicą i pedałami wykonujemy zdecydowanie delikatniej niż w lecie. W zimie znacznie łatwiej jest zerwać przyczepność osi napędzanej. Największym wrogiem kierowcy jest poślizg - ten niezamierzony i niekontrolowany. W sporcie zawodnicy prowokują poślizg celowo, ale po długim treningu i opanowaniu go niemal do perfekcji.
Delikatność w jeździe zimowej przydaje się już przy ruszaniu. Często wygląda to tak: ruszamy z 1 biegu, koła boksują. Wrzucamy 2, koła buksują, samochód nie jedzie. Wpinamy 3: dalej jest kiepsko, bo opony już wyślizgały teren, lepiej ruszyć delikatnie. Gdy koła zaczynają boksować, ująć gazu, a wtedy samochód odzyska przyczepność i pojedzie. Można od razu próbować ruszać z dwójki. W starszych autach z automatyczną skrzynią biegów podczas jazdy miejskiej nie należy jeździć w położeniu D, lecz najwyżej 2. Pozwoli to uniknąć szarpnięć związanych z niekontrolowaną zmianą biegów. W przeciwnym razie nietrudno o utratę kontroli nad samochodem, szczególnie w autach z tylnym napędem.