Dodano: 20-03-2008, 16:20
ESP i ASR to urządzenia w większości przypadków możliwe do wyłączenia pr/ez kierowcę. Jednak niektórzy producenci - niewykluczone, że obawiający się, iż ich samochody mogą się przewrócić - nie dopuszczają możliwości wyłączenia tych urządzeń, a zwłaszcza systemu ESP. Może uważają, że kierowcy jeżdżący po świecie są na tyle słabi, że nic powinni sami decydować o tym, czy jeździć z urządzeniem włączonym, czy nie.
Poza tym, osobom, które chciałyby w zimie skutecznie poślizgać się samochodem, system ESP będzie po prostu przeszkadzać. Kierowca sportów)' lub doświadczony amator, jadąc samochodem wyposażonym w ESP, pokona próbę sprawnościową w czasie o ok. 5 proc. gorszym niż gdyby zasiadł za kierownicą auta pozbawionego ESP. Wchodzimy tu w tajniki jazdy sportowej, ale jazda „bokiem" po szutrze lub śniegu jest naprawdę szybsza. Niestety, z ESP bokiem się jechać nie da. Dlatego jeżeli ćwiczymy i trenujemy samochodem wyposażonym w ESP, starajmy się jechać szybko, ale tak, żeby system ESP nie zadziałał. W ten sposób nauczymy się płynności jazdy i będziemy jeździć bezpiecznie, nawet gdy tego urządzenia w samochodzie mieć nic będziemy lub gdy go wyłączymy. Podobnie zresztą jak z ABS-em.
Urządzenie ESP w różnych samochodach-może się różnie nazywać. W Porsche jest to PSM, w BMW - DSC, a w innych autach jeszcze inaczej. Co więcej, systemy te w samochodach różnych marek działają z inną czułością, np. w Porsche reagują dużo później, pozwalając kierowcy na więcej. W samochodach nie-sportowych lub niższej klasy reagują bardzo wcześnie, czyli wyhamowywują samochód natychmiast, gdy tylko coś się dzieje. Ale już np. w Subaru Impreza lub Mitsubishi Lancer Evo w ogóle ich nic ma — i wcale nie jest to złe rozwiązanie.
Piotr Wróblewski