Dodano: 20-03-2008, 16:32
|
|
Oba samochody są tak szybkie i tak zaawansowane technologicznie, że przeciętny kierowca, posiadając którykolwiek z nich, nie jest w stanie wykorzystać nawet połowy ich możliwości. Zazwyczaj jeździ nim tak jak autem przednionapędowym i niekiedy nawet nie zdaje sobie sprawy, do czego te samochody są zdolne we wprawnych rękach. Wskazane jest przynajmniej kilkugodzinne szkolenie ze sportowym kierowcą, a następnie wytrwałe ćwiczenia przez długie miesiące. Bez tego przypadkowe dodania gazu w zakręcie mogą powodować sytuacje nie do opanowania. Wówczas nawet najwspanialsza technologia może nie uratować od kłopotów.
Przeprowadzono ciekawy eksperyment, w którym wzięli udział właściciele aut Subaru i Mitsubishi. Zaklejono na czas przejazdu przyciski wyboru trybu napędu i poproszono kierowców obu pojazdów o dość dynamiczny przejazd — na przemian za kierownicą i na prawym fotelu, z instruktorem w roli kierowcy. Po przejechaniu kilku kilometrów krętej próby żaden z właścicieli nie miał pewności, na jakim napędzie jechał. Dowodzi to, że tylko profesjonalista jest w stanie w pełni wykorzystać potencjał obu samochodów. A takich w Polsce jest najwyżej kilkuset.
Podsumowując, za 30 do 50 procent ceny auta Porsche, nie mówiąc o Ferrari i Aston Martinie, kupuje się samochód, który we wprawnych rękach nie daje najmniejszej szansy na krętej drodze droższym od siebie autom. W bardziej kosztownych płacimy za samą markę, styl i wykonanie.
Choć i w przypadku Subaru oraz Mitsubishi musimy uwzględniać, że gdy jeździmy ostro, to spalanie waha się w granicach od 25 do 40 litrów na 100 km.
Piotr Wróblewski