Dodano: 24-03-2009, 23:35
|
|
Po wyczekaniu, kiedy z toru wyjadą uczniowie szkoły jazdy i znikną poustawiane szykany, można było już założyć kask i przygotować się do pokonania torowych zakrętów. 44 zawodników zostało podzielonych na dwie tury, pierwsza z nich wyjechała o godzinie 14, druga musiała poczekać kilka minut, aż ci początkowi zjadą na chwilkę wytchnienia i regenerację sił własnych i samochodów. Kolejny wyjazd był już wspólny, sporo kierowców postanowiło poprzestać na jednej turze – już odpowiednio nacieszyli się jazdą w Poznaniu, bądź te kilka kółek było wystarczające jak na ich siły.
Samochody startujących to przede wszystkim Imprezy, Lancery EVO, Porsche 911 w różnych konfiguracjach, BMW M3, Hondy Civic i Integra. Choć i w stawce pojawiło się kilka rodzynków – pucharowa Alfa Romeo 156, Opel Speedster, Audi S4, czy Chevrolet Corvette.
Czasy były mierzone za pomocą chipów umieszczonych w samochodach i na bieżąco pojawiały się na monitorach ustawionych w pit lane. Najlepszym wśród startujących i jedynym, który w tym dniu złamał granicę dwóch minut czasu przejazdu był Marek Nyga, znany ze swoich motocyklowych dokonań, a obecnie próbujący swoich sił w dwuśladzie i korzystający z serwisu 4turbo.pl. Swój najlepszy czas osiągnął już na samym początku imprezy, w swoim trzecim kółku, a wyniósł on 1’56.118.
Rywalizacja na poznańskim torze była także doskonałą okazją dla 4turbo.pl na przetestowanie swoich flagowych wyczynowców – W4 TURBO i S4 TURBO. Prowadzeniem pierwszego zajął się Jakub Zawiła-Niedźwiecki, który jednak nie zamierzał bić swoich życiowych rekordów i nastawił się na spokojną jazdę (biorąc pod uwagę, że to tor wyścigowy). Sporo pracy wymagało opanowanie drugiej wyścigówki. Jak mówił tester S4 TURBO – "Nie można było zagrzać tylnych opon. Samochód potrafi przejechać 150 metrów bokiem. Nie ma radochy, jest strach". Ale wraz z mijającymi okrążeniami i godzinami udało się odrobinę ujaźmić potwora.
Szczęśliwie, mimo warstwy wody na asfalcie, obyło się bez strat w sprzęcie. Kilka utrat panowania nad pojazdem, obrotów i dotknięć przytorowej trawy nie wpłynęło na stan warstwy lakieru na startujących pojazdach.
Jako, że była to jazda wyłącznie dla przyjemności, nie było żadnych nagród i pucharów. Tylko możliwość sprawdzenie swoich możliwości, bez niebezpiecznej rywalizacji i możliwość wykręcenia tylu okrążeń, ile tylko dało się w ciągu czterech godzin – rekordzista pokonał ich 67.
Konrad Cisek